Życiorys Eugeniusza Wójcika – zegarmistrza, współbudowniczego zegara na Zamku Królewskim w Warszawie

W marcu 1972 roku wykonania nowego zegara na „odbudowywanym z niczego” Zamku Królewskim w Warszawie, podjął się utworzony specjalnie w tym celu Zespół Budowy Zegara przy Cechu Złotników, Zegarmistrzów, Optyków, Grawerów i Brązowników miasta stołecznego Warszawy. Zwieńczeniem prac Zespołu był działający od 19 lipca 1974 roku kompletnie nowy zegar, składający się z mechanicznego mechanizmu, tarcz ze wskazówkami, oraz dzwonów.

Przedstawiany w niniejszym opracowaniu Eugeniusz Wójcik był członkiem Zespołu Budowy Zegara przy Cechu Złotników, Zegarmistrzów, Optyków, Grawerów i Brązowników miasta stołecznego Warszawy. W tym gronie kolegów, poza samą pracą nad zegarem, pełnił także funkcję zastępcy Kierownika Zespołu.

Jubileusz budowy zegara na Zamku Królewskim w Warszawie. Zespół Budowy Zegara

Co oczywiste, jego nazwisko figuruje na tablicy upamiętniającej członków Zespołu Budowy Zegara znajdującej się w pomieszczeniu wieży Zamku Królewskiego, gdzie swoje miejsce ma mechanizm zegara.

Zespół Budowy Zegara na Zamku Królewskim w Warszawie

Eugeniusz Wójcik znalazł się także na pamiątkowym zdjęciu, które zostało wykonane w cechowym Muzeum Rzemiosł Artystycznych i Precyzyjnych, w którym od pierwszych dni lipca 1974 roku był prezentowany mechanizm zegara. Dnia 6. lipca został on uroczyście przetransportowany na Plac Zamkowy i tego samego dnia powędrował na Wieżę Zygmuntowską Zamku Królewskiego w Warszawie.

Na wskazanym zdjęciu widać tylko bok jego głowy, ale na szczęście jego postać znalazła się na wielu zdjęciach dokumentujących wykonywanie, transport na zegarową wieżę i czas uruchamiania zegara.

Eugeniusz Wójcik urodził się 9 listopada 1931 roku w Warszawie. Był synem Romana urodzonego w Dąbrowie Górniczej (1.01.1895) i Stanisławy Austyn-Aksztyn urodzonej roku w Warszawie (3.04.1903)
Eugeniusz miał brata Zbyszka, który z dziadkiem Romanem znalazł się w łapance i jako dziesiąty odliczony został rozstrzelany przez gestapo.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Jego ojciec Roman był zegarmistrzem. Po wojnie swój zakład miał w Warszawie, przy ulicy Marszałkowskiej. To w tym miejscu Eugeniusz Wójcik poznawał arkana praktycznego zegarmistrzostwa.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

W marcu 1951 roku Eugeniusz Wójcik ukończył Publiczną Średnią Szkołę Zawodową nr 5 w Warszawie, uzyskując świadectwo kwalifikacyjne w zawodzie: Zegarmistrz.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika
Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Eugeniusz Wójcik status czeladnika zegarmistrzowskiego, potwierdzony dyplomem, otrzymał w roku 1952 roku, a tytuł mistrza zegarmistrzostwa uzyskał w roku 1968.
Po zdaniu egzaminów, swoją edukację zawodową kontynuował pod okiem swojego ojca – Romana.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Eugeniusz Wójcik chorował na astmę, z którego to powodu często miał silne duszności i czasami musiał przebywać w szpitalu.
Właśnie w szpitalu poznał pracującą tam jako pielęgniarka Barbarę Danielak, w której się zakochał. Młodzi pobrali się w roku 1959.
Zamieszkali tak, jak w tamtych czasach często bywało – z rodzicami Eugeniusza. Swój kącik mieli za szafą, ale w jednym pokoju z rodzicami.
W 1960 roku na świat przyszła mała Jola – córka. Dla powiększonej rodziny mama starała się o uzyskanie większego mieszkania. W 1962 rodzina, wraz z dziadkami przeprowadziła się na Wolę.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Na początku lat siedemdziesiątych Eugeniuszowi Wójcikowi udało się załatwić lokal na Starym Mieście na ulicy Świętojańskiej 19. Wyremontował przyszły zakład zegarmistrzowski, zakupił też do niego antyczne meble.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Wchodząc do tego zegarmistrzowskiego przybytku można było się czuć jak w muzeum zegarów, muzeum, w którym zegary odmierzały czas, wybijały dźwięki, kukały i dzwoniły.
Eugeniusz Wójcik lubił… nie!
On zdecydowanie KOCHAŁ swój zawód.
Dla niego, oprócz rodziny najważniejsze były zegary. Zegarmistrzostwo – to była jego druga miłość.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Zawsze był uśmiechnięty. Do klientów odnosił się z szacunkiem. Jeśli widział, że któryś z nich nie był w stanie zapłacić za usługę to wykonywał ją bezinteresownie. Miał wielkie serce. Pomagał obcym ludziom. Czynnie pomagał w „Domu Matysiaków” (Dom Pomocy Społecznej).

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

W nowym zakładzie Eugeniusz Wójcik zaczął szkolić ucznia – Pawła Wieczorkiewicza, który pod jego czujnym okiem poznawał wszystkie tajemnice zegarmistrzostwa.

Eugeniusz Wójcik często powtarzał, że zegarmistrz znaczną część swojej pracy spędzał… pod warsztatem zegarmistrzowskim, poszukując zagubionych mikroskopijnych elementów mechanizmów.

W 1968 roku na świat przyszedł męski potomek małżeństwa Wójcików – Krzysztof.
Od wtedy rodzina była w komplecie:

  • matka pielęgniarka
  • córka pielęgniarka
  • ojciec zegarmistrz
  • syn późniejszy zegarmistrz

Zakład prosperował znakomicie zaspokajając potrzeby ekonomiczne rodzinie, a do tego niósł pomoc innym. Eugeniusz Wójcik chętnie podejmował się niesienia pomocy innym, wykonywania prac społecznych w ramach działań Cechu Złotników, Zegarmistrzów, Optyków, Grawerów i Brązowników miasta stołecznego Warszawy, a niezależnie w szczególny sposób związany był z Domem Rencistów im. „Matysiaków”.

Współpraca Domem Rencistów i z redakcją audycji „Matysiakowie” pomocna była w poszukiwaniach detalu jakim był przedwojenny dźwięk dzwonów zegara zamkowego, a także dla propagowania informacji o cechowym zaangażowaniu w budowę zegara.
Na falach audycji można było także usłyszeć podziękowania dla Eugeniusza Wójcika za pomoc świadczoną innym.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Nadszedł czas na zegar na Zamku Królewskim. Budowie jego mechanizmu poświęcał cały czas. Nie cały „czas wolny”, bo wolnego czasu nie miał, ale wszystko i ponad to, co mógł.
W zakładzie wykonywał czynności konieczne, potem zajmował się zegarem. Do pracy na Świętojańską wychodził rano, późnym wieczorem wracał z pracowni na Bugaj. Dzieci go nie widywały w tamtym czasie, żona woziła mu obiady na Bugaj.
Ten zegar był jego największym „skarbem” i „przeznaczeniem”, a udział w Zespole Budowy Zegara wielką dumą.
Bywał zmęczony, ale był szczęśliwy!

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Na wieżę Zamku Królewskiego przyprowadził też córkę, młodą dziewczynę – autorkę niniejszego tekstu. Dzięki tej wizycie mogła się ona zachwycić wielkością mechanizmu, kręcącymi się kołami przekładni i jakimiś takimi dziwnymi łopatkami, które niespodziewanie zaczynały się poruszać i bardzo szybko się obracały.

Zdjęcie z opracowania: życiorys Eugeniusza Wójcika

Po zbudowaniu zegara na Zamku Królewskim Eugeniusz Wójcik znalazł się w zespole, który montował mechanizm – pochodny od mechanizmu zegara Zamku Królewskiego, na wieży kościoła pod wezwaniem świętego Józefa, na wzgórzu Kahlenberg pod Wiedniem.
Potem brał jeszcze udział w budowie i instalacji tak samo pochodnego od mechanizmu zegara zamkowego zegara kwiatowego znajdującego się przy Pałacu Kultury i Nauki.

Eugeniusz Wójcik zmarł niespodziewanie 29 kwietnia 1976 roku, w swoim zakładzie zegarmistrzowskim na Świętojańskiej 19.

Miał 45 lat i… jeszcze tyle dobrych rzeczy do zrobienia było przed nim.
Jego żona – Barbara była jeszcze młoda, córka Jolanta miała niespełna 16 lat, a syn Krzysztof lat 8.

Zaraz po śmierci Eugeniusza Wójcika pomoc rodzinie okazali koledzy zegarmistrze i cechowi przyjaciele. Barbara Wójcik, prowadziła dalej zakład zegarmistrzowski. Musiała wykazać się umiejętnościami i zdać egzamin czeladniczy. Dużą pomocą w nauce zawodu był dla niej wyszkolony przez Eugeniusza Wójcika zegarmistrz – Paweł Wieczorkiewicz. To on przekazywał Barbarze Wójcik podstawy zawodu i wspierał ją w prowadzeniu firmy.
W późniejszym czasie, przez jakiś okres, w pracach zegarmistrzowskich w zakładzie pomagał Barbarze Wójcik jej syn Krzysztof.

Okrągła, 50. rocznica budowy zegara na Zamku Królewskim w Warszawie pozwoliła mi na zebranie wspomnień o Eugeniuszu Wójciku – moim ojcu i najlepszym tacie na świecie.
Cieszę się, że udało się to zrobić, mimo że w chwili śmierci ojca miałam tylko 16 lat, a wszystkie te zdarzenia miały miejsce co najmniej 47 lat temu.

Z radością pozwalam sobie poniżej zamieścić wspomnienie o moim ojcu przygotowane przez Pawła Wieczorkiewicza – jego ucznia i najbliższego współpracownika.
Proszę też o umieszczanie tutaj informacji i wspomnień wszystkich kolegów ojca, którzy go pamiętają, czy też znanych informacji o nim.

Jolanta Nierzwicka z domu Wójcik

Wspomnienia:
Paweł Wieczorkiewicz o Eugeniuszu Wójciku
Szef specjalizował się w naprawach zegarów antycznych. Miał bardzo dużo zleceń, a zakład cieszył się dużą renomą. Przychodziło do nas wielu celebrytów i szeroko rozpoznawalnych osób takich jak choćby: Piotr Paleczny, Kazimierz Rudzki, Joanna Szczepkowska, Jan Świderski, Jerzy Waldorf, Roman Wilhelmi i wielu, wielu innych.
Szef często jeździł po domach w celu ustawiania chodu zegarów, potem jeździliśmy razem. Kiedy już się nauczyłem ustawiania zegarów i zdobyłem zaufanie szefa jeździłem także sam.
To było ważne odciążenie dla szefa.
Razem jeździliśmy do różnych placówek, takich jak choćby; Dom Pracy Twórczej, Ministerstwo Zdrowia i do różnych miejscowości jak choćby Obory – koło Konstancina, czy do Lasek.
Z ramienia Zarządu Cechu szef był opiekunem pracowni starych zegarów przy Muzeum Cechowym. Naprawiał muzealne antyki.
Szef wprowadził mnie w wielki świat. Dla chłopaka z Piaseczna, Warszawa – Stare Miasto – renomowany zakład zegarmistrzowski, to była chluba i… oderwanie od złych rzeczy.
Eugeniusz Wójcik zawsze był wesoły, pogodny i dowcipny. Potrafił na każdą okazję znaleźć wesołe powiedzonka. Zawsze też był uprzejmy dla klientów i spotykanych osób.
Dla mnie był, jak to się dziś mówi: GURU!
Dzięki niemu jestem zegarmistrzem i potrafię przywrócić do życia stare, antyczne zegary.
Na nowo tchnąć w nie duszę.
Paweł Wieczorkiewicz

Władysław Meller – zapamiętane wspomnienia Profesora Zdzisława Mrugalskiego o Eugeniuszu Wójciku
Profesor Mrugalski niezwykle cenił sobie współpracę Eugeniuszem Wójcikiem i wielokrotnie podkreślał jego zaangażowanie przy budowie mechanizmu zegara na Zamku Królewskim. Wspominał także, że to Eugeniusz Wójcik zdawał relację z dokładności działania zegara zamkowego, bo pracując na ulicy Świętojańskiej mógł bez problemu sprawdzać zachowanie jego mechanizmu słuchając sygnalizacji dźwiękowej.
Wspominał także, że tuż po uruchomieniu zegara zamkowego, Eugeniusz Wójcik zwrócił uwagę, że bracia Jezuici poprawili dokładność działania swojego – umieszczonego na wieży kościoła Matki Bożej Łaskawej zegara, który do tamtego czasu chodził mało dokładnie.
Doskonale zapamiętałem też przekaz Profesora, który cytował Eugeniusza Wójcika po zakończeniu budowy mechanizmu. Miał on powiedzieć, że: „my wprawdzie ten zegar stworzyliśmy, ale my już go remontować nie będziemy, bo on nas przeżyje”.

Eugeniusz Wójcik, Władysław Zaleski i Zdzisław Mrugalski, tuż po ukończeniu budowy zobowiązali się społecznie, do końca wieku konserwować zegar.
Eugeniusz Wójcik zmarł niestety w niespełna dwa lata po zakończeniu budowy.
Władysław Meller